• Czytaj więcej na stronie o mnie
  • Sprawdź moje portfolio
  • Twórca nie rzemieślnik

Recenzja filmu – Sword of the Stranger”

Czyli moja opinia na temat japońskiego filmu animowanego z 2007 r., łączącego w sobie cechy dramatu, filmu przygodowego oraz historycznego. Autorem scenariusza jest Fumihiko Takayama, natomiast za reżyserię odpowiada Masahiro Ando. Z racji tego, iż jest to anime, nie sadzę, aby był to obraz znany szerszemu gronu odbiorców – a szkoda, bo jest to kawal bardzo dobrze opowiedzianej historii.

Głównymi bohaterami filmu są: dziecko imieniem Kotarou przybyłe do Japonii z Chin, gdzie jest ścigane przez Mingów w celu przeprowadzenia rytuału, dzięki któremu cesarz będzie mógł osiągnąć nieśmiertelność (oczywiście ceną w tej grze jest życie dziecka) oraz Nanashi (co dosłownie znaczy bezimienny) – samuraj, który znalazł się w Japonii w wyniku wypadku, prowadzący samotniczy tryb życia. Spotkanie się obu bohaterów daje początek niezwykłej historii traktującej o przyjaźni, oddaniu i poświęceniu, a wszystko to osadzone w czasach kiedy samuraje stanowili w Japonii największą potęgę.

Dalej

Zmierzch ery książek?

Nie tak dawno temu zupełnie przypadkiem trafiłem na krótki artykuł na temat tego ile czasu w ciągu roku na czytanie książek poświęcają Polacy. Muszę przyznać, że wyniki przeprowadzonych badań są dla mnie wręcz zatrważające, wynika z nich, że niemal co trzeci Polak w ogóle nie czyta książek, natomiast za regularnie czytających książki można uznać tylko 11% społeczeństwa. Pierwsze co przyszło mi do głowy – stajemy się narodem wtórnych analfabetów. To bardzo przykre, bo spora część ludzi zamiast uważać czytanie za coś przyjemnego, a przy tym bardzo pożytecznego, traktuje tę czynność jako stratę czasu, niemiły obowiązek, zajęcie dla nudnych ludzi, którzy nie maja pomysłu na to, co zrobić ze swoim czasem.

Dalej

Idzie zima!

Wielkimi krokami nadchodzi zima a wraz z nią czas Bożego Narodzenia, prezentów, magicznego klimatu i zapachu pierników. Uwielbiam ten czas i zawsze czekam na niego cały okrągły rok, jak cała moja rodzina zresztą. Uwielbiamy razem ubierać choinkę, śpiewać Kolendy i piec ciasta i schaby. To czas kiedy całą rodziną możemy być reszcie razem, bo niestety większość naszych krewnych i najbliższych rozsiana jest po całym świecie. Niektórzy siedzą w europie, niektórzy nawet za oceanem. Ale w tym jednym dniu w roku będziemy wszyscy razem i to jest najpiękniejsze.

Nie wiem jak inni do tego podchodzą, ale ja już miesiąc przed świętami zaczynam układać listę prezentów, wypisuje skrupulatnie co komu kupię i jak zapakuję, myślę, że to świetny pomysł kupować prezenty troszkę wcześniej, kiedy nie ma jeszcze tych strasznych kolejek, bo ludzie nagle dzień przed Bożym Narodzeniem przypominają sobie, że trzeba przecież kupić prezenty. Śmieszy mnie strasznie wtedy ta gonitwa do galeriach handlowych, a jeszcze bardziej śmieszy mnie fakt, że ceny są wtedy dwukrotnie wyższe niż miesiąc, dwa miesiące przed świętami.

Dalej

Księga emigrantów-dość melancholijnie

Stworzył ją Czesław Mozil, niestety ten album na dość negatywny wydźwięk, negatywny ale jakże prawdziwy. Czesław raczej do patriotów nie należy i podjął się przedstawienia świata Polaków po za granicami naszego kraju. Neguje polską politykę i w sposób ironiczny opisuje to co się dzieje z nami Polakami i z naszym krajem ojczystym, przy czym wcale nie wróży nam zbyt dobrze. Przytoczę tych kilka jakże uderzających słów jednej z piosenek.

Tango magister, tango profesor,
Długa nauka poszła w las,
Kim są, nie wiedzą, wiedzą kim nie są,
Niczego nie nauczą nas.
Tango profesor, tango docencik,
W kraju ważniaki, tutaj śmieć,
Plącze się taki, pęta i kręci
Żeby na życie kasę mieć.

Dalej

Coś więcej niż gry komputerowe

Dzisiaj trochę o grach komputerowych. Dla jednych temat ciekawy, dla innych nudny, jednak postanowiłam się podzielić moimi wrażeniami z pewnej gry w którą gram od paru tygodni. Gra nazywa się Syberia. Aktualnie gram w drugą część tej gry czyli - o banalne! - Syberia 2. Gra jest moim zdaniem niesamowita. Razem z kilkoma koleżankami (!!! nie kolegami: koleżankami!) spotykam się na seans parę razy w tygodniu, kupujemy chipsy albo orzechy i przy nocnej lampce odpływamy w klimaty mroźnej Syberii.

Gra się kobiecą postacią (być może właśnie stąd zacięcie żeńskiej części publiczności?), która musi po kolei rozwiązywać różne zagadki, jeździ pociągiem z poznanym na początku historii robotem i razem próbują dostać się do tajemniczej krainy, gdzie podobno żyją mamuty. Nap przykład ostatnio mieliśmy taką plansze gdzie trafiłyśmy do wioski Eskimosów wszyscy byli bardzo niscy ubrani w skóry z futrami i zajmowali się swoimi sprawami w wiosce, my biegaliśmy na zmianę nasza postacią starając się odszukać pewną osobę, po kolei musieliśmy znaleźć na przykład pasek żeby stworzyć proce, a ta procą posłużyć się, żeby spadł pewien sopel który znów zatrzymał dopływ wody i przez to mogliśmy przejść do kolejnej planszy. Był też czarodziejski proszek który po rozpyleniu przenosił nas w świat snów, w którym również trzeba było wykonać pewną misje. Ale jak to w snach można było w nim zrobić dużo więcej niż w zwykłej grze i niektóre zdarzenia były mało realistyczne. Na przykład to, że można było porozmawiać ze zmarłą osobą, albo oddziaływać na czas, zmieniając godziny na zegarze.

Dalej

Następna strona